Irlandzkie piekło i niebo
Małgorzata i Jacek Kozikowie w miniony piątek wyjechali z Irlandii, po pięciu latach pracy w Konsulacie RP. O tym, jaki był ten pobyt, jak zmieniali się Polacy w na Wyspie oraz irlandzkim piekle i niebie rozmawiałam z Panią Konsul oraz Kierownikiem Wydziału Księgowości tuż przed ich wyjazdem.
ANETAANTCZAK: Do Irlandii przyjechali Państwo pięć lat temu. Jak zareagowaliście na informację, że jesteście kierowani na placówkę w Irlandii?
MAŁGORZTA I JACEK KOZIK: To było dla nas wielki przeżycie, wiążące się z radykalną zmianą. Przed wyjazdem wiele dyskutowaliśmy, zastanawialiśmy się, czy w ogóle jechać, czy się rozdzielić, czy jechać razem. Z perspektywy czasu widzimy, że podjęliśmy dobrą decyzję o wspólnym wyjeździe. Wiele związków na odległość rozpada się. Dowodem na to jest chociażby liczba spraw w konsulacie - mniej więcej trzy przeł³uchania w sprawach rozwodowych tygodniowo wykonywane na zlecenie polskich sądów.
A.A. Pięć lat temu konsulat w Dublinie był bardzo spokojną placówką...
M.K. Rzeczywiście. Przed wyjazdem słyszeliśmy w MSZ, że Dublin to "placówka wypoczynkowa". 180 osób starej Polonii. Wyglądało na to, że pracy będzie niewiele.
A.A. Co Państwo wówczas wiedzieli o Zielonej Wyspie?
M.K. W sumie niewiele. O Irlandii miałam wyobrażenie jako o pięknym, zielonym, celtyckim kraju. Jako anglistka z wykształcenia wiele razy podróżowałam do Wielkiej Brytanii, więc tę wyspiarską rzeczywistość nieco znałam, jednak Irlandia jest krajem specyficznym. W pierwszym momencie przeżyłam zaskoczenie, nie byłam zachwycona Dublinem. Ale z czasem pokochałam to miasto. Zaczęłam je rozumieć i przez to stawało się ono mi coraz bliższe.
A.A. Gdy wyjeżdżaliście, państwa córki były nastolatkami. Teraz są dorosłymi kobietami. Jak na nie wpłyną pobyt w Irlandii? Czy zamierzają tutaj zostać, czy wracają razem z Państwem?
M.K. Dla naszej młodszej córki, Ewy, wówczas 16-letniej, wyjazd do Irlandii był trudnym przeżyciem. Zdała bowiem właśnie do wymarzonego LXIV Liceum Ogólnokształcącego im. St. I. Witkiewicza w Warszawie. Po przeniesieniu do obcego kraju straciła grono ukochanych przyjaciół, a także pewność siebie. Bowiem choć doskonale znała język angielski, to jednak nie czuła się swobodnie, porozumiewając się w tej mowie...
J.K. A właśnie mowa, język były zawsze jej atutami. Ewa jest bardzo dowcipna, potrafi celnie ripostować. Ten atut został jej tu odebrany. Dwa lata starsza Anna nie miała takiego problemu. Nie czuła się związana z liceum, do którego uczęszczała. Nie miała też problemów z porozumiewaniem się po angielsku. Świetnie się tutaj zaaklimatyzowała i chce zostać. Ma wspaniałego chłopaka, Irlandczyka, z którym wiąże plany na przyszłość. Będzie też kończyć wydział filozofii. Ewa - dusza artystyczna, postanowiła wrócić do kraju i spróbować się w malarstwie. Jeśli nie będzie zadowolona z wyników, za rok wróci na studia do Dublina, na filologię germańską z filozofią.
A.A. Przez pięć lat obserwowali Państwo zmieniające się irlandzkie społeczeństwo, a także pierwszą i drugą falę przyjazdów Polaków na wyspę. Jak zmieniał się polski imigrant w tym czasie?
M.K. Myślę, że ta pierwsza fala z 2004 i 2005 roku już minęła. Widać to chociażby po rodzaju spraw, z jakimi zgłaszają się do konsulatu klienci. Nie zdarzają się już prawie absurdalne telefony od osób, które przyjechały do Irlandii z marszu, bez przygotowania. Polacy stali się bardziej doświadczeni, widać, że wymieniane są informacje, że do kraju dociera bardziej rzeczywisty obraz życia w Irlandii. Cieszy nas też fakt, że więcej rodaków pracuje na Wyspie w wyuczonych zawodach.
A.A. Co Państwu dał pobyt w Irlandii? Bogatsi o jakie doświadczenia wyjeżdżacie?
M.K. Na pewno udało nam się poznać wielu ciekawych ludzi - artystów, dyplomatów, dziennikarzy, a także przedstawiciele innych zawodów. Szczególnie zaprzyjaźniłam się z grupą polskich kierowców tirów. Pracowali oni w fatalnych warunkach; przyszli do konsulatu po pomoc w negocjacjach z pracodawcą Udało się ich sprawę załatwić, ale na tym się nie urwała nasza znajomość. Panowie ci informowali mnie później, że udało im się zmienić pracę, dzwonili czasami, by opowiedzieć, co u nich słychać. Naprawdę poczułam, że są to bliscy mi ludzie. W Irlandii mogłam ponadto obserwować inny styl życia. Zobaczyłam, że można żyć inaczej, bez napinania się, stresu.
J.K. Dla mnie pobyt w Irlandii także był przede wszystkim okazją poznania ciekawych osób, głównie z kręgów literackich. Zbliżyły nas wspólne pasje. Poznałem profesora Sadowskiego z American College, człowieka o niezwykle szerokich horyzontach, niezwykłego malarza Adama Kosa, świetnego poetę Desmonda Egana, czy samego Seamus'a Heany, a także znanego także poza granicami Irlandii psychologa Michaela Delmonte. Z niektórymi z nich zaprzyjaźniłem się. Poza tym zostałem zaproszony do jurorowania w międzynarodowym konkursie poetyckim w Dun Laoghaire, dwukrotnie brałem też udział w Hopkin's Sumer school of poetry. Mój wiersz został przetłumaczony i opublikowany w międzynarodowej antologii "Pictures and Words" opisującej piękno zielonej wyspy.
A.A. Z Irlandii Państwo wyjeżdżają, czy wracają?
M.K. I wracamy, i wyjeżdżamy. Zostawiamy za sobą mnóstwo przyjaźni, a także przemiłe mieszkanie, z którym zdążyliśmy się związać przez ten czas. Jednak chyba przede wszystkim wracamy. Tutaj bowiem zawsze było coś, co dawało odczuć, że nie jest się u siebie. Choćby fakt, że nie rozumie się do końca tutejszego humoru, gier słownych. Gdzieś zawsze pozostaje niedosyt niezrozumienia niuansów. Muszę przyznać, że czuję się zmęczona, a tak naprawdę potrafię wypoczywać tylko w Polsce. Czuję się jednocześnie wyrwana siłą z miejsca, które pokochałam.
J.K. Ja to odczuwam nieco inaczej. Jestem osobą skierowaną do wewn¹trz, żyję we własnym świecie. A mój świat to książki i tam, gdzie są one - jest mój dom. W Warszawie zostawiłem 154 kartony książek. Kiedy wrócę na swoje miejsce w pokojach naszego mieszkania - poczuję się dopiero szczęśliwy. Lata w Dublinie były dla mnie prawdziwym piekłem - wykonywałem pracę księgowego, której nie lubiłem, a poza tym musiałem spędzać czas w sposób niezgodny z moim temperamentem. Może się jednak okazać, że ten czas i ta męka nie pójdą na marne. Mam w przygotowaniu bowiem książkę, zbiór historyjek, opowieści i anegdot zasłyszanych właśnie tutaj. Po powrocie mam zamiar oddać się w pełni pisaniu - nadać ciekawy kształt tym 300 stronicom notatek, które posiadam.
A.A. A jakie są Pani plany po powrocie do kraju?
M.K. Przede wszystkim zamierzam wykorzystać dwutygodniowy urlop. Później objęcie nowego stanowiska w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Nie wiem jeszcze, w jakim wydziale przyjdzie mi pracować. O tym zadecyduje dział kadr.
A.A. Jaki zostawia Pani konsulat? Jaka panuje tam obecnie atmosfera?
Dzięki temu, że w trakcie mojego pobytu w Irlandii placówka się powiększała, miałam wpływ na dobór pracowników. I muszę powiedzieć, że to "dzieło" naprawdę mi się udało. Zgromadziłam najlepszych z możliwych pracowników. Są to ludzie entuzjastyczni, zaangażowani całkowicie oddani pracy. Atmosfera jest doskonała, co jest też zasługą konsuli i przede wszystkim sposobu bycia ambasadora Tadeusza Szumowskiego, który jest świetnym szefem. Bardzo trudno mi było się rozstać z tymi ludźmi. Kilka razy wracałam, by jeszcze raz się pożegnać.
A.A. Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego.
.
powrót do kategorii Porady i artykuły
copyright 2006-2011 by MyIreland.pl
Oprogramowanie: Ersoft.pl
Polecamy: Polski Lekarz za granicą
Irlandia | Praca irlandia | Praca dublin | Praca w irlandii | Praca w Dublinie | Oferty pracy irlandia | Mieszkanie irlandia | Mieszkanie w irlandii | Pokój dublin
Pokój w dublinie | Randki dublin | Randki irlandia | Ogłoszenia irlandia | Ogłoszenia dublin | Kupię dublin | Linki |
Autor: Bartosz
(2007-10-10 o godz. 22:37)
Mojim zdaniem młodzi polacy zachowują się jak dzikie psy.
Nikt nic nikomu nie chce powiedzieć
Nawet na pytanie gdzie pracujecie , robią uniki i usiłują zbyć człowieka.
Pewnie leprze zarobki namąciły im w głowach.
Ja przez takie unikanie i unikanie nie znalazłem pracy , ale wracam ponownie do ie bo nie chcę się poddać