"Euro czy złotówka - oto jest pytanie" - tak można by sparafrazować wstęp do najsłynniejszego monologu świata, który pochodzi z II aktu tragedii "Hamlet" Wiliama Szekspira. Jak Polska piękna i wielka, trwa dyskusja na temat wprowadzenia euro. Czy "polskie euro" będzie lekiem na całe zło?
Czy wspólnota waluty z największymi krajami Unii Europejskiej będzie dla naszej gospodarki zbawienna? Co z suwerennymi decyzjami, na przykład w sprawie obniżek stóp procentowych? Tych pytań z euro w tle można zadawać bez liku...
Tutaj jedna tylko refleksja. Smutna dla nas, Polaków... Oto największa polska stocznia dogorywa. Polski rząd zaangażował w jej ratowanie określone środki finansowe, Unia zaś i pani komisarz nie zgadzają się na takie działania. Jednak w dobie kryzysu, jak Unia długa i szeroka, posypały się rządowe dofinansowania dla banków i strategicznych firm... Zasada "wolnego rynku" w tym przypadku została złamana. Powiało tak bardzo niepopularnym na Zachodzie socjalizmem, z jego państwowym interwencjoniznem. Moje pytanie jest następujące: dlaczego są równi i równiejsi w Unii? Dlaczego inni mogą, a my (Polacy) nie?! Dzisiaj rozpoczynamy na łamach "Kuriera Polskiego" dyskusję na temat wprowadzenia w Polsce euro. Jako pierwszego poprosiliśmy o opinię naszego redakcyjnego felietonistę Sebastiana Szydłowskiego.
Tomasz Wybranowski
Złote euro w proszku
Był czas na głosowanie za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Niedługo nadejdzie czas, by
opowiedzieć się za przystąpieniem do unii monetarnej. Czy euro to dobry interes? Końca tej dyskusji nie
widać. Wyraźnie jednak daje się zauważyć sceptycyzm sporej liczby obywateli Polski w tejże materii. Euro
jest cudownym proszkiem, który należy rozpuścić w dowolnych ilościach, aby uzyskać eliksir idealnej gospodarki.
Dobrze, dobrze, tylko... w czym go rozpuścić?
Co ciekawe, euro jest pieniądzem fiducjarnym.
Oznacza to, że uznany jest za wartościowy na podstawie kredytu zaufania i tego, że ludzie w jego wartość wierzą. Swoją drogą, nigdy bym nie podejrzewał, że w tak ogromnej instytucji, jaką jest Unia Europejska, coś może się dziać na słowo honoru. Nigdy też nie przypuszczałbym, że dyskusja
na temat waluty może być aż tak ostra i burzliwa!Opinie w gronie ekonomistów są bowiem podzielone. Podczas gdy jedni straszą podwyżkami cen i zwiększeniem kosztów utrzymania, inni przekonują nas do wizji łatwiejszego podróżowania po krajach
Unii, czy tańszych i łatwiejszych do otrzymania kredytów. Chcę jednak zaznaczyć, że wolę się zdecydowanie trzymać wersji zdarzeń pesymistów. Zmiana waluty nie jest czymś błahym. Poza tym raczej nie będzie odwrotu od tej decyzji. Galopujący kryzys pokazuje co prawda, że złotówka niemiłosiernie leci na łeb, na szyję, ale należy się zastanowić, kto za tym stoi... i dlaczego? Jak do tej pory, trzy kraje unijne odrzuciły świadomie euro: Wielka Brytania, Dania i Szwecja. Biorąc pod uwagę wyniki gospodarcze, na ich przykładach śmiało można twierdzić, że wspólny obszar walutowy nie jest koniecznym warunkiem rozwoju ekonomicznego i tak upragnionego dobrobytu. Nowy "euroland", nasza sąsiadka Słowacja, niby to poprawiła wskaźniki ekonomiczne, ale większość Słowaków robi zakupy nie u siebie, a w południowych regionach Polski. Mało tego, mimo iż przelicznik euro do złotówki wynosi 1 do 4,75, to na Słowacji (by nie przepędzać ostatnich polskich turystów) ceny stanęły na poziomie przeliczeniowym 1 do 1,35...
Idę dalej w swych "eurotycznych" rozważaniach i spoglądam na te kraje, które zdecydowały się zmienić pieniądz... I cóż spostrzegamy? Okazuje się - z pewnej perspektywy czasu oczywiście - iż to, co było tak piękne i proste, jeszcze kilka lat temu, dziś już nie jest tym samym. We Francji otwarcie mówi się o konieczności powrotu do waluty narodowej - starego i poczciwego franka. Wątpliwości Niemców trwają od kilku dobrych lat. Podobna sytuacja wytworzyła się we Włoszech, Holandii i Finlandii. Głosy niezadowolenia słychać już nawet w Grecji. Śmiało możemy powiedzieć, że szczytne założenia Unii, mające na celu poprawę losu Europejczyków (w materii wspólnego pieniądza), pokrywają się patyną rozczarowania i głosów niezadowolenia. Dlaczego więc ja obywatel
Sebastian Szydłowski - mam uwierzyć, że w Polsce cały proces przebiegnie gładko i sprawnie, zaś korzyści wezmą zdecydowaną przewagę nad stratami? Warto przyjrzeć się Europejskiemu Bankowi Centralnemu. To instytucja całkowicie niezależna. W oparciu o zapisy traktatu z Maastricht jego zadania i obowiązki określane są dość lakonicznie jako "dbanie o stabilność wspólnej waluty". Gwarantem tego - bez zbędnych szczegółów i prawno-ekonomicznych zapisów ma być "pełna swoboda i niezależność w działaniu". Oznacza to, że zostaniemy pozbawieni możliwości podjęcia jakiejkolwiek decyzji w tej sprawie. Znikną bowiem w Polsce dwie ważne instytucje: Rada Polityki Pieniężnej i Narodowy Bank Polski. Unia wchłonie nas jeszcze bardziej, aż okaże się, że... A właśnie!Niech Szanowny Czytelnik zastanowi się, co może oznaczać utrata suwerenności poprzez zmianę waluty?
Drugie pytanie - patrząc na Szwedów, Duńczyków i Anglików - czy jest nam ona do czegoś potrzebna? Nasza gospodarka potrzebuje nie euro, ale skierowania na inny tor. Ma bowiem potężny potencjał. Jestem Polakiem dzięki Opatrzności, a obywatelem Unii Europejskiej z konieczności (przepraszam za ten rym - nie był zamierzony). Nie odczuwam potrzeby wspólnej Europy po wzajemny intymny onanizm narodowy włącznie. Są granice, których nawet idealistyczne hasła Unii nie przekroczą. Dlaczego? Ponieważ każdy ma swoją tożsamość i przynależność społeczno kulturową. Do złotówki (nie sugerując się jej stanem posiadania) mam sentyment. Waluta jest moją wizytówką i ostoją. Nie zamierzam też przyczyniać się do integracji czegoś, co nigdy nie miało szans zespolić się, bo... i po co? Mam wrażenie, że doskonalenie tego nowego tworu może uczynić z niego prawdziwy nowotwór. I nie zamierzam zamieniać Orła Białego na monetę bez właściwości, która ma tylko wartość ekonomiczną, ponieważ ktoś tak ustalił, a ja tak uznałem. Sto razy wolę widzieć, jak nasza polska gospodarka powoli, ale sukcesywnie i samodzielnie (bo z siły i umiejętności własnych obywateli) rozwija się bez konieczności zarządzania przez innych "ulepszaczy - podpowiadaczy". Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Według jakiego kursu miałaby nastąpić ta zmiana? Korzystnego dla nas? Prędzej uwierzę, że Rosjanie wymyślili wodę w proszku, a Amerykanie ogłoszą, kto zabił prezydenta Kennedyego!Czy rzeczywiście dzięki nowej walucie mój kraj więcej osiągnie? Uwierzę. Tak!Uwierzę też w to, że ci, co tak twierdzą powiedzą mi - w czym można rozpuścić rosyjską wodę w proszku...
Sebastian Szydłowski
www.anons.ie

powrót do kategorii Porady i artykuły
copyright 2006-2011 by MyIreland.pl
Oprogramowanie: Ersoft.pl
Polecamy: Polski Lekarz za granicą
Irlandia | Praca irlandia | Praca dublin | Praca w irlandii | Praca w Dublinie | Oferty pracy irlandia | Mieszkanie irlandia | Mieszkanie w irlandii | Pokój dublin
Pokój w dublinie | Randki dublin | Randki irlandia | Ogłoszenia irlandia | Ogłoszenia dublin | Kupię dublin | Linki |