myireland.pl



SEPARACJA CZY ROZWOD czyli o trudnej sztuce wyboru

W przeciwieństwie do Irlandii, formalna separacja pojawiła się sie w polskim prawie
stosunkowo niedawno, w 1999 roku. Dodałem słowo „formalna", albowiem dla prawnych
rozstrzygnięć znaczenie ma jedynie separacja orzeczona przez sad. Jeżeli jeden z małżonków
ciuła pieniądze za granica, a drugi opiekuje się dziećmi w kraju możemy mówić co najwyżej
o rozłące - nawet, jeżeli małżonkowie utrzymują sporadyczne kontakty. W założeniach
separacja miała i nadal ma służyć jako alternatywa dla coraz powszechniejszego ostatnimi
czasy rozwodu, gdzie sad stosuje ja na zgodne zadanie małżonków lub jeśli stwierdzi, ze
małżeństwo można jeszcze uratować.

Pani Ania przyjechała do Irlandii sama. Córkę zostawiła z mężem, a de facto z rodzicami,
którzy zobowiązali się do opieki. Mąż - Jan - nie przyjechał. Języka angielskiego nie zna, ma
tez nie najgorsza prace w Polsce. Małżeństwem byli zawsze dosyć zgodnym. Mąż wprawdzie
nieco utyskiwał na rozłąkę, naciskał tez delikatnie na powrót - ale z reguły wydawał
się być przekonany na koniec nielicznych dyskusji o konieczności wręcz skorzystania z
możliwości pracy zawodowej, samorealizacji i zdobywania doświadczenia za granica.
Zdziwienie wywołała kopia pozwu dołączona do pism sądowych, jakie otrzymała pani
Ania na irlandzki adres. Mąż wnosił o orzeczenie rozwodu, co uzasadniał zupełnością i
trwałością rozkładu pożycia małżeńskiego wywołaną głównie rozłąką i uporem Pani Ani do
pozostawania na „Zielonej Wyspie" najdłużej jak się da. Ponadto wniósł o orzeczenie winy
pani Ani, zasadzenie alimentów na córkę, zawieszenie władzy rodzicielskiej i podział majątku
wspólnego. Wszystko wręcz „podręcznikowo", co sugerowało rękę prawnika przy pisaniu
pozwu.
Początkowe zdziwienie ustąpiło rychło miejsca rozpaczy. Pani Ania kochała męża, przeżyli
ze sobą 12 lat zanim zdecydowała się wyjechać. Nie znała motywów małżonka, ale jego
zdradę i chęć ułożenia sobie życia na nowo w znacznym procencie wykluczyła po rozmowie z
rodzicami. Pan Jan rozmowy unikał.
Był jeszcze jeden powód tej rozpaczy. Wprawdzie pan Jan od kilku lat omijał kościoły z
daleka i „szerokim lukiem", jednak pani Ania do religii miała całkowicie odmienny stosunek.
Ślubowała w kościele. Katolickim - dodajmy - który rozwodu nie uznaje. To, ze Jan
definitywnie zmienił stosunek do religii nie oznaczało nieważności przysięgi jemu złożonej.
Postanowiła wiec skorzystać z pomocy. Na początek - prawnika, bowiem terminy na
przesłanie odpowiedzi na pozew i zadanych dokumentów do sadu nagliły.
Nie było problemów z zaświadczeniami o zatrudnieniu i uzyskiwanych zarobkach.
Odpowiedz na pozew to już jednak co innego. Należy się w nim ustosunkować do żądań
i dowodów przedstawionych przez stronę przeciwna i zawrzeć własne. Pani Ania poczuła
się bardzo dotknięta niektórymi sformułowaniami pozwu, np: nie prowadzenie wspólnego
gospodarstwa, odmowa współżycia czy brak zainteresowania sprawami rodziny. Dogłębnie
rozsierdziło ja zadanie zawieszenia praw rodzicielskich i alimentów, które przecież płaciła.
Regularnie, na konto matki. Rozwodu jednak zdecydowanie nie chciała. Nie chciała też na
razie wracać do Polski, nie miała tez warunków na zamieszkanie w Irlandii z córką...
Po kilku dniach konsultacji zdecydowała się na zażądanie separacji. Zgodziła się tez
na warunki dotyczące alimentów (przesyłane na konto męża) i ograniczenie władzy
rodzicielskiej nad córką do współdecydowania o istotnych dla niej sprawach. Zaproponowała
tez formę i sposób kontaktów. Dala sobie wiec wytłumaczyć, ze ograniczenie praw
rodzicielskich nie oznacza, ze jest złą matka, ale ze przebywając za granica nie jest po
prostu w stanie wykonywać ich prawidłowo. Tak samo jak i większości obowiązków. W tej
konkretnej sprawie największą trudność sprawiło ustalenie rzeczywistych motywów pana
Jana, które skłoniły go do tak drastycznego posunięcia. Romansu wykluczyć całkowicie nie

można, ale być może chciał on po prostu powrotu małżonki do domu (pozew byłby karta
przetargowa) lub miał dosyć bycia słomianym wdowcem. Niektórzy wytrzymują kilkanaście
lat - dla innych kilka dni to zdecydowanie za dużo...
Pani Ania - dodajmy - miała wybór. Mogła nie zgodzić się z pozwem małżonka i oczekiwać
na kolejne, mniej lub bardziej zasadne. Mogła tez kupić bilet lotniczy i porozmawiać z
mężem osobiście. Zażądała jednak separacji, by powoli dążyć w jej czasie do przywrócenia
normalności. Osobiście szanuje jej wybór, jednak tym, czy zadanie separacji czy rozwodu jest
w tej sprawie zasadne zadecyduje sąd. Dodam, ze w trakcie trwania separacji małżonkowie
nie mogą zawrzeć ponownie związku małżeńskiego, natomiast reszta jej skutków jest taka
sama jak w przypadku rozwodu.
Imiona bohaterów zostały oczywiście zmienione.

Maciej Furtas
Student V roku Wydziału Prawa
Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji
w Warszawie
Opiekun Kliniki Prawa EWSPA w Dublinie

powrót do kategorii Porady i artykuły

Dodaj komentarz