Zwykliśmy narzekać - i to w wielu przypadkach uzasadnienie - ze Polskie prawo
jest bardzo restrykcyjne. Naprawdę trudno jest bowiem znaleźć dziedzinę tegoż prawa, w
której za złamanie zasad nie groziłyby sankcje. Przeważnie - z wyjątkiem prawa karnego -
finansowe. Z tej reguły pozornie wyłamuje się rdzeń polskiego prawa rodzinnego, jakim jest
Kodeks rodzinny i opiekuńczy - regulujący takie aspekty życia jak: szczęśliwe zamążpójście,
posiadanie potomków czy mniej szczęśliwe rozwody bądź, od niedawna, separacje. Ze
o podziale majątku po rozwodzie nie wspomnę... Napisałem „pozornie" - albowiem
wprawdzie nie znajdziemy żadnej formuły w rodzaju, „kto nie jest wierny małżonkowi
podlega karze (np.) grzywny" - kary w tym kodeksie istnieją, i mogą być bardzo dotkliwe.
Przekonał się o tym dobitnie Pan Karol, rocznik 1963 (roczniki będą dosyć istotne dla
tego przypadku), który jak wielu rodaków, zostawił w Polsce żonę, Panią Anie, rocznik
1965, córkę Iwonę, rocznik 1992 oraz troszkę młodsze od Iwony długi w kwocie mi jednak
nie wiadomej i przybył do Irlandii w jednym z „rokow celtyckiego tygrysa": 2005. Praca
była. I to dobra, skoro długi zaczęły topnieć, a nawet sporo zostawało na zycie i inwestycje.
Irlandia bawiła się numerami - im wyższy, tym lepszy. Roczniki na tablicach rejestracyjnych,
modele telefonów, komputery. Pan Karol szybko zmienił '95 Opla na '98 BMW - to znaczy
uległ magii cyfr. Gdyby poprzestał jednak na dobrach zbywalnych nie byłoby tej historii. Po
około dwóch latach zorientował się, ze wszystko praktycznie wymienił na lepszy rocznik...
z wyjątkiem zony. Okazji nie szukał - stało się tak jakoś. Poznał Pania Kasie, rocznik
1975, pannę, bez dzieci i zobowiązań. Szybko zamieszkali razem, jednak z zony i córki nie
zrezygnował.
Ku rosnącej irytacji pani Kasi, której Pan Karol bardzo przypadł do gustu i która mając
wiek dojrzały oraz pochodząc z malej miejscowości postanowiła wreszcie się ustatkować.
Nawet pochodzenie Pana Karola ze swoistego „rodzinnego recyclingu" nie bardzo jej
odstraszało. Taka „gra na dwa domy" trwała kolejny rok. Pani Ania nie bardzo podejrzewała
Pana Karola - pieniądze płynęły regularnie, regularnie tez mąż przyjeżdżał do Polski w
odwiedziny. Za to Pani Kasia zaczęła naciskać. Prawdopodobnie Pan Karol - „przyciśnięty
do poduszki" - powiedział, ze weźmie rozwód z dotychczasowa zona i ożeni się z Panią
Kasia. To jednak łatwiej obiecać niż wykonać. Szczególnie, ze jak się zdaje Pan Karol nie
miał zbytniego przekonania, co do tej swoistej „zamiany".
Pani Kasia jednak była uparta. I powoli sytuacja zaczęła się odmieniać. Najpierw Pan Karol
nie przyjechał na Boże Narodzenie do Polski. Tłumaczył to praca, ale życzeń nie złożył i
telefonu tez nie odbierał. Przy następnej wizycie oświadczył, ze nie kocha już zony i złoży
pozew o rozwód. Tutaj jednak się nieco zagalopował i wniósł w pozwie o orzeczenie winy
małżonki - zarzucając jej zdradę i oziębłość. Dowodów - mniej lub bardziej wiarygodnych
- nie przedstawił, ale Pani Ania uznała, ze z takim mężem już być nie chce. Wniosła tez
o nie orzekanie o winie stron - chcąc się jak najszybciej pozbyć Pana Karola z życia.
Takie stanowiska stron zakończyły pierwsza rozprawę, wiec Pan Karol nie miał powodów,
aby przypuszczać, ze sprawy przybiorą zły obrót: miał kopie pozwu - Pani Kasia była
zadowolona; zepchnął żonę do defensywy w sprawie jej czci i honoru. I do tego przekonał
się, jaka jest wredna - chce się z nim rozwieść. Nie powiedziała stanowczego „nie"!
Sprawy o rozwód toczą się przed sadami okręgowymi. Te sa ulokowane w większych
miastach i trapione przypadłością zwana „przewlekłość" - czyli długim okresem od złożenia
pozwu do pierwszej rozprawy i długimi przerwami pomiędzy rozprawami. To może trwać i
rok, czasem i dłużej. Taki stan nie pozostaje bez wpływu na strony, które żyją w swoistym
zawieszeniu (ale według prawa sa nadal małżonkami). W naszym przypadku pierwsza
cierpliwość straciła Pani Kasia. Z pozwu spisała adres i wysłała do małżonki Pana Karola
list. Pani Ania - pisała - ma dać jej Karolkowi spokój i szybki rozwód, bo Karolek Kasie
kocha i nigdy do zony nie wróci. List podpisała imieniem i nazwiskiem. Nie takim znowu
powszechnym, wiec krótkie przeszukiwanie „Naszej Klasy" doprowadziło Panią Anie do
kolekcji zdjęć z wakacji Kasi i „Karolka" na Teneryfie w Boże Narodzenie, kiedy według
wspomnianego wcześniej oświadczenia Pan Karol pracował w dżdżystej Irlandii. A te
zdjęcia... Wprawdzie żadna tam w świetle prawa pornografia, ale i dwuznaczności próżno
się doszukiwać. Dość na tym, ze sad okręgowy orzekając rozwód uznał Pana Karola jedynie
winnym rozkładu pożycia małżeńskiego - nie dopatrując się w rzeczonych zdjęciach
czynności terapeutyczno - rehabilitacyjnych, co ten ostatni sugerował. Może gdyby nie list,
wszystko wyglądałoby inaczej... Jednocześnie - w tym samym wyroku, na wniosek złożony
przez pełnomocnika prawnego, włączonego do sprawy po uzyskaniu dowodów niewierności
małżonka - sad przyznał na rzecz Pani Ani od Pana Karola alimenty w wysokości pięciuset
złotych.
Pan Karol osobiście i w terminie zażądał uzasadnienia wyroku, a następnie „wysmarował"
odwołanie do sadu apelacyjnego. Ten jednak nie dopatrzył się sugerowanej „rażącej
niesprawiedliwości" i wyrok sadu okręgowego podtrzymał.
Tym to sposobem Pan Karol, za złamanie obietnicy złożonej przed bez mała dwudziestoma
latami został dotkliwie ukarany obowiązkiem alimentacyjnym (dla poszukujących wiedzy
- zawartym w artykule 60 paragraf 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Obowiązek
ten może zdjąć z Pana Karola jego była małżonka wychodząc powtórnie za mąż. Jeśli to
się nie zdarzy - tylko śmierć zobowiązanego lub uprawnionej w praktyce kończy sprawę.
Oczywiście może się zdarzyć, ze Pani Ania będzie zarabiała dwukrotnie więcej od Pana
Karola - obciążonego dodatkowo utrzymaniem nowej i licznej rodziny - ale o tym czy i ile
się jej w tym przypadku należy alimentów zadecydować może jedynie sad. Nie najweselsza
dla płacącego perspektywa, albowiem występując o obniżenie alimentów na była żonę liczyć
się musi z kosztami oraz ewentualna przegrana. Pani Ani to zmartwienie nie dotyczy.
Bez względu wiec na to, jak nazwiemy obowiązek nałożony przez sad na Pana Karola -
odszkodowaniem za niewierność czy kara - Pan Karol uznany jest za winnego rozkładu
pożycia małżeńskiego i płaci.
Po wyroku wiec Pan Karol dramatycznie zubożał. Przeloty do Polski na rozprawy, alimenty
dla zony, koszty zastępstwa procesowego jej adwokata - wszystko kosztuje. Do tego alimenty
dla dorosłej wprawdzie córki Iwony, ciągle jednak pobierającej naukę w ostatniej klasie
liceum.
Sad tych alimentów w wyroku rozwodowym nie mógł określić - Iwona była już pełnoletnia
i musiała sama wystąpić z pozwem przeciwko ojcu. Nie mając pewności, czy zda maturę
i pojdzie na studia umówiła się z Panem Karolem, ze będzie wpłacał na jej konto sześćset
złotych - tym samym na jakiś czas kwestia ta - jako rozwiązana za pomocą umowy pomiędzy
stronami - ominęła wokandę sadowa. Bynajmniej na jakiś czas.
Kiedy Pan Karol otrzymał niekorzystny wyrok sadu apelacyjnego postanowił wreszcie
skorzystać z pomocy prawnika. Stosując porównanie medyczne, do kliniki onkologii -
pacjent przybył z nieuleczalnym wręcz nowotworem, do tego zbyt późno na skuteczna
terapie. Może gdyby skorzystał z pomocy prawnika jeszcze na etapie postępowania przed
sadem okręgowym, kiedy „wypłynęły" zdjęcia z Teneryfy, lub na etapie odwołania do
sadu apelacyjnego - byłaby jakakolwiek szansa bynajmniej na złagodzenie skutków
niekorzystnego obrotu spraw. Teraz można było jedynie zastosować leczenie podtrzymujące
- bez większych szans na powodzenie.
Panu Karolowi marzyła się kasacja wyroku. Nic z tego. To nie jest środek odwoławczy. Do
tego - pech dla naszego bohatera - nie można kasacji zastosować w przypadku wyroku w
sprawie o rozwód. Prawo tak stanowi. Wyrok sadu apelacyjnego jest wiec ostateczny.
Co innego natomiast kwestia wysokości kwoty alimentów płaconych dla byłej zony.
Artykuł 138 cytowanego powyżej Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi lakonicznie,
ze „w razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej
obowiązku alimentacyjnego", ale stanowi w sytuacji Pana Karola jedyne „światełko w
tunelu". Cóż ta „zmiana stosunków" oznacza? Ogólnie rzecz ujmując sprawy zależne od
Pana Karola: ożenek z Panią Kasia, urodzenie się potomków, podjecie kształcenia, niezależne od pracownika obniżka wynagrodzenia, pogorszenie się stanu zdrowia lub znaczący, uzasadniony wzrost kosztów życia czy obowiązku fiskalnego - oraz niezależne, dotyczące jego byłej żony: zawarcie przez Panią Anie związku małżeńskiego, (co kończy obowiązek alimentacyjny definitywnie) awans w pracy powodujący zwiększenie dochodów, nawet - poniekąd - życie w konkubinacie. Pan Karol powinien wiec życzyć byłej żonie dużo zdrowia i szczęścia na nowej drodze życia. I to szczerze! Dla uzupełnienia powyższej listy dodam jednak, ze w zakres „zmiany stosunków" nie wchodzi na przykład: zadłużenie w bankach i instytucjach finansowych oraz zmiana zatrudnienia na mniej zyskowne.
Jeżeli do tego wszystkiego córka Pana Karola - Iwona - zdecyduje się na uregulowanie
kwestii alimentów poprzez sad, a zasadzone wyrokiem alimenty będą większe od
zadeklarowanych i płaconych obecnie sześciuset złotych - będzie to oczywista „zmiana
stosunków".
Jeżeli Pan Karol nabędzie przekonania, ze nastąpiła upragniona zmiana - powinien przeciwko
byłej małżonce złożyć pozew do sadu rejonowego - najlepiej właściwego dla jej miejsca
zamieszkania. To jednak właśnie sad ostatecznie będzie rozstrzygał w tej kwestii i może się
okazać, ze optymizmu Pana Karola nie podzieli.
Morał z tego przypadku: małżeństwo jest swoistym kontraktem zawieranym na czas
nieoznaczony. „Pacta sunt servanta" - umów należy dotrzymywać. Ta rzymska maksyma
ma już ponad dwa tysiące lat! Małżonkowie składają wzajemna przysięgę przed urzędnikiem
stanu cywilnego lub upoważnioną osoba duchowna; obejmują prawa oraz obowiązki. Czynią
to dobrowolnie - w przeciwnym wypadku małżeństwo jest nieważne. Złamanie każdego
kontraktu rodzi konsekwencje dla strony, której można przypisać winę tego stanu rzeczy. W
przypadku Pana Karola - jednym z bardzo wielu, dla których czynnikiem sprawczym była,
miedzy innymi, emigracja - konsekwencje te mogą być dożywotnie. Poza tymi przypadkami -
prawo dożywotnio karze tylko za najcięższe przestępstwa.
Może to zabrzmi nieco patetycznie, ale prawo ma za zadanie wymusić wykonywanie
obowiązków i rozsądne korzystanie z przywilejów. Tak, tak! Częściej używamy
zwrotu: „mam prawo", natomiast słuchamy: „masz obowiązek"...A dobra rada? Przypadki z zakresu prawa rodzinnego: alimenty, separacje, rozwody,
podziały majątku, adopcje czy prawa rodzicielskie - charakteryzują się wielkim
indywidualizmem. Nie można liczyć na wyszukiwarkę w Internecie czy pomoc portali
prawniczych. Złożoność problematyki rodzinnej wymaga, dla pełnego wyjaśnienia,
uniknięcia niespodzianek na salach sadowych, przewlekłości procesów czy angażowania osób
postronnych - pomocy ze strony prawnika. Być może sprawa Pana Karola zakończyłaby się
inaczej, choć pozornie trudno w to uwierzyć...
Imiona bohaterów zostały oczywiście zmienione.
Maciej Furtas
Student V roku Wydziału Prawa
Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie
Opiekun Kliniki Prawa w Dublinie przy EWSPA
powrót do kategorii Porady i artykuły
copyright 2006-2011 by MyIreland.pl
Oprogramowanie: Ersoft.pl
Polecamy: Polski Lekarz za granicą
Irlandia | Praca irlandia | Praca dublin | Praca w irlandii | Praca w Dublinie | Oferty pracy irlandia | Mieszkanie irlandia | Mieszkanie w irlandii | Pokój dublin
Pokój w dublinie | Randki dublin | Randki irlandia | Ogłoszenia irlandia | Ogłoszenia dublin | Kupię dublin | Linki |
Autor: marian
(2011-10-27 o godz. 06:31)
Restrykcyjne prawo w Polsce? Nic podobnego !Przeczytaj :http://www.rp.pl/artykul/92106,740249-Afera-wyciagowa--Upiecze-sie-Sobiesiakowi-i-Chlebowskiemu.html
Autor: PODATKI W IRLANDII
(2012-01-12 o godz. 00:13)
PODATKI W IRLANDII
Firma w Irlandii
Biznesplan Irlandia
Zwrot podatku Irlandia
Budzet Irlandia
Biuro Rachunkowe Irlandia
Ksiegowosc Irlandia
Ksiegowosc Dublin
WWW.PODATKI.IE